Tytuł książki: Gra o tron

Autor książki: George R.R. Martin

Rodzaj: fantasy

Język: polski

Stron: 838

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 

 

 

„Grę o tron” George R.R.Martin napisał już dobrych kilkanaście lat temu, historia opisana w książce zdobyła jednak popularność dopiero w 2011 roku, kiedy to stacja HBO postanowiła nakręcić serial na podstawie powieści. Telewizja robi swoje, cykl „Pieśń lodu i ognia” (którego pierwszą częścią jest właśnie „Gra o tron”) zdobył miliony fanów na całym świecie. A ja… Postanowiłam napisać recenzję pierwszego tomu tego cyklu.

Spotkałam się z kilkoma opiniami, że świat wykreowany przez Martina jest nazbyt podobny do Śródziemia z powieści Tolkiena. Dla mnie to kompletna bzdura, już tłumaczę, dlaczego. Tolkien jest prekursorem współczesnej literatury fantasy, wymyślił on realia podobne do tych europejskich, tyle że sprzed setek, tysięcy lat. Akcja powieści George’a R.R. Martina toczy się w Westeros, krainie posiadającej pewne cechy średniowiecznej Europy. I tyle. Skoro facet pisał książkę z gatunku fantasy, to wiadomo, że musiał trzymać się pewnych reguł, w większości powieści tego typu bohaterowie jeżdżą na koniach, mają miecze, zbroje i tym podobne „gadżety”.

Oprócz tego, w świecie stworzonym przez Tolkiena mieszkają elfy, hobbici, krasnoludy i czarodzieje. Postaci ze Śródziemia, nawet jeśli mają słabości i nie są do końca dobre, albo też do cna złe, można z łatwością podzielić na „czarne” i „białe” charaktery. W „Grze o tron” występuje mniej bohaterów z jakimiś nadprzyrodzonymi, magicznymi zdolnościami, poza tym, co bardzo rzuca się w oczy, postaci mają skomplikowane, złożone osobowości. Nawet jeśli początkowo któraś z występujących w powieści osób nie wzbudzi naszej sympatii, nie powinniśmy jej od razu skreślać. Z czasem, gdy będziemy poznawać dalszą część historii, może się okazać, że nielubiany przez nas bohater jednak nie jest takim draniem i zrobi coś szlachetnego. W „Grze o tron” trudno podzielić bohaterów na „dobrych” i „złych”, żeby właściwie ocenić ich postępowanie trzeba się dobrze zastanowić. W tym miejscu muszę pogratulować autorowi, z pewnością niełatwo było stworzyć tak komplikowane, złożone charaktery bohaterów. Martin musi być nie tylko wspaniałym pisarzem, ale także niezłym psychologiem.

Ciekawym zabiegiem zastosowanym w powieści jest ukazywanie wydarzeń z punktu widzenia różnych bohaterów. W jednym rozdziale patrzymy na wszystko oczami Tyriona Lannistera, przebiegłego karła, w następnym wcielamy się w rolę Neda Starka, potem narratorem nagle zostaje Jon Snow. Martin w roli takich głównych sprawozdawców obsadził chyba z 8 postaci. Mimo że oglądanie Westeros (krainy, w której rozgrywa się akcja książki) z perspektywy różnych postaci jest interesujące, to uważam, że autor trochę przesadził z tworzeniem tych „narratorów”. Chwilami ma się wrażenie, że czyta się kilka różnych powieści. Pomiędzy dwoma rozdziałami opisywanymi przez tego samego bohatera mamy niekiedy (uwaga!)… 122 strony przerwy. Można zapomnieć, co działo się w życiu tej postaci.

Skomplikowana fabuła, mocno zarysowane postaci, spiski i intrygi, niesamowite zwroty akcji… Jasne, to bardzo ważne, ale żeby stworzyć naprawdę wielkie dzieło, nie można zapomnieć nawet o najdrobniejszych detalach, takich jak opisy ulic, miast, zwyczajów, broni, krajobrazów. George R.R. Martin pamiętał o wszystkich tych elementach, stworzył świat dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Jednocześnie z niczym nie przesadził – opisał wszystko dokładnie, ale nie używając zbędnych słów, tak, by nie zanudzić czytelnika. I za to należą mu się wielkie brawa. Bo przecież, gdyby zapomniał o detalach, o całym tle akcji, książka wiele straciłaby na wartości. To tak jakby w drogiej, prestiżowej restauracji ktoś podał nam wykwintne danie na papierowym talerzyku i przyniósł nam jednorazowy widelec. Prawda, że niefajnie?

Podsumowując – bardzo ciekawa książka, miłośnik fantasy na pewno nie będzie rozczarowany. Wartka akcja, spiski, intrygi, romanse, miłość i poświęcenie… Nic dziwnego, że zrobili o tym serial.

 

Moja ocena: 9/10